Pojedynek na najlepsze menu w ramach Restaurant Week: Lokalna Bistronomia x Le Cedre 84

Pojedynek na najlepsze menu w ramach Restaurant Week: Lokalna Bistronomia x Le Cedre 84

Kuchnia polska (warszawska) kontra kuchnia libańska. Niby dwa różne krańce świata i dwa odmienne podejścia do gotowania, a jednak w ramach festiwalu Restaurant Week postanowiliśmy wybrać je do naszego pojedynku na smak. Kto wygrał?

Wraz z powrotem życia restauracyjnego, wystartowało także największe w Polsce wydarzenie kulinarne Restaurant Week. Wiosenna edycja potrwa od 17 czerwca do 5 lipca i weźmie w niej udział ponad 300 najciekawszych restauracji z czternastu regionów. Jako patroni tego wyjątkowe wydarzenia postanowiliśmy sprawdzić dla Was menu w dwóch warszawskich restauracjach, które zaserwowały nam dania w festiwalowej formule #SzanujJedzenie.

Zaczęliśmy od Lokalnej Bistronomii, czyli "restauracji, w której tradycyjne warszawskie smaki spotykają się z odrobiną nieprzekombinowanej nowoczesności". Przy okazji festiwalu Restaurant Week postanowiliśmy sprawdzić, czy twórcom tego miejsca faktycznie udało się połączyć tradycję z dzisiejszymi trendami kulinarnymi. Menu dla mięsożerców było najlepszą próbką tutejszej kuchni.

Na przystawkę powędrował nie do końca klasyczny tatar wołowy, mimo że był serwowany z dość tradycyjnymi dodatkami (cebulka, ogórki, musztarda), to jednak obok mięsa pojawiły się również czipsy chlebowe, smażone boczniaki i żółto w wersji konfitowanej. Z menu dowiedziałam się, że mięso było doprawione oliwą truflową, ale nie była ona zbyt wyczuwalna - zamiast tego czułam jednak inne przyprawy, które trochę stłumiły smak mięsa.

fot. Sznyt

Natomiast danie główne całkowicie trafiło w moje kubki smakowe - schab jagnięcy sous vide był tak miękki, że po prostu rozpływał się w ustach. Do tego dobrze się komponował z aksamitnym musem marchewkowym i ziemniakami gratine (zapiekane w mleku lub śmietanie), które zawsze są ciekawszą formą od zwykłego gotowanego/pieczonego ziemniaka. Całe danie fajnie przełamywała wyrazista espuma z gorgonzoli, w której z przyjemnością maczałam sobie brukselkę i ziemniaczaną zapiekankę.

fot. Sznyt

Deserem w tym menu były lody, czyli coś co nie ukrywam, że lubię najbardziej. Tym razem zaskoczyła mnie ich dość nietypowa odsłona, ponieważ lody były zrobione z ...buraka. Słodki, ale dość ziemisty smak warzywa w połączeniu z czarnuszką i korzenną kruszonką był bardzo interesujący, ale zdecydowanie skierowany do osób, które są amatorami dziwnych smaków lodów. Ciekawe doświadczenie, ale ja zostaję przy waniliowych i pistacjowych.

Ocena: 4/6 (+1 pkt za bardzo apetyczne podanie dań).

fot. Sznyt

Menu wegetariańskie było utrzymane w tym samym klimacie i bardzo mile mnie zaskoczyło. W upalny dzień idealnym rozwiązaniem okazał się chłodnik ze świeżych ogórków - przyjemnie orzeźwiający, skropiony delikatnie oliwą koperkową ugasił natychmiast pragnienie i przy okazji zaostrzył apetyt na więcej.

fot. Sznyt

Gdy na stole pojawiły się pyzy, wiedziałam, że jestem już "w domu". Świetnie przyrządzone ciasto skrywało w sobie nadzienie przygotowane z kaszy gryczanej i orzechów - te smaki idealnie się ze sobą komponowały dając intensywny smak. Bardzo smaczne okazało się połączenie klusek z konfiturą cebulowo-figową, która dopełniła całość słodyczą. Jedynym minusem była dla mnie kruszonka serowa, która jedynie dobrze prezentowała się na talerzu.

fot. Sznyt

Menu zamknęła pyszna klasyczna karpatka z kremem pistacjowym. Została ona podana z sezonowymi owocami, co zawsze jest przeze mnie mile widziane.

Ocena: 5/6

fot. Sznyt

Drugą restauracją, którą wybrałam do tej smakowej bitwy, jest Le Cedre 84, która mieści się przy Al. Solidarności 84 w Warszawie. Kuchnia tego miejsca reprezentuje zupełnie inny rejon świata, a mianowicie Liban, gdzie potrawy charakteryzują się łączeniem smaków i bazowaniem przede wszystkim na ziołach i aromatycznych sosach. Dużo w niej warzyw, past, a królową mięs jest jagnięcina. Byłam ciekawa, czy warszawska restauracja podczas festiwalu zaserwuje swoje "klasyki", czy też poznam jakąś nową twarz kuchni bliskowschodniej.

Menu mięsne otworzył set zimnych i ciepłych mezze, które się ze sobą dobrze komponowały. Tradycyjnie pojawiła się sałatka ze świeżych warzyw z cebulą oraz Khyar Bil Laban - jogurt z ogórkami i miętą. Ciekawą propozycją był dla mnie Hommous Avocado, czyli pure z cieciorki libańskiej z avocado - bardzo aksamitne i delikatne świetnie pasowało do pszennych placków. Jednak niekwestionowaną gwiazdą tego zestawu był Sejouk - ostra kiełbasa po libańsku w sosie pomidorowym i z granatem - bardzo aromatyczna i odpowiednio pikantna. Takie przystawki mogłaby dostawać zawsze.

fot. Sznyt

Danie główne bez zaskoczenia, czyli Shawarma Dijaj - plastry kurczaka z grilla w chlebie pita, serwowane z ryżem orientalnym. Mogłabym powiedzieć, że trochę nudy, bo jest to danie znane większości miłośników smaków bliskowschodnich, ale też nie mam się do czego przyczepić, bo po prostu była zrobiona bardzo dobrze.

fot. Sznyt

Na koniec dostałam miły dla oka i podniebienia deser - to leciutki Ousmallieh, czyli ciasto nitkowe z kremem budyniowym, syropem różanym oraz pistacjami. Bardzo przyjemne było to kontrastowe połączenie kremowego nadzienia z chrupiącymi niteczkami. Chętnie sięgnę po tą pozycję jeszcze raz!

Ocena: 5/6

fot. Sznyt

Menu wegetariańskie w Le Cedre oczywiście również otwierają mezze - tym razem skomponowane z Hommous Beirut (pure z cieciorki libańskiej z natką i pomidorem), Labneh Bel Toum (kremowy biały ser z czosnkiem i zaatar), Loubieh Bil Zeit (zielona fasolka, pomidory, cebula, oliwa z oliwek) i Batata Harra, czyli ziemniaków smażonych z kolendrą, czosnkiem, sosem z papryczki chilli. W tym zestawie ponownie dostrzegłam idealne połączenie smaków delikatnych z wyrazistymi. Tym mocnym akcentem były właśnie idealnie doprawione ziemniaki, które idealnie trafiły w moje kubki smakowe.

fot. Sznyt

Daniem głównym było Sheikh El Mahshi, czyli plastry bakłażana przekładane warzywami, zapiekane z sosem pomidorowym, kasza bulgur. Znów można byłoby powiedzieć, że klasyka, ale w sumie może właśnie od klasyki warto rozpocząć przygodę z kuchnią libańska? Jeśli ktoś pierwszy raz odwiedza taką restaurację to jak najbardziej polecam, bo bakłażanowe piramidki były aromatyczne, soczyste i bardzo delikatne.

fot. Sznyt

Ucztę zakończyłam tradycyjną Baklawą. Delikatne kruche ciasto nadziewane mielonymi orzeszkami i dużą ilością miodu jest bardzo słodkie, ale ja tę wyjątkową słodycz uwielbiam. To po prostu smak nie do podrobienia w żadnej innej kuchni świata.

Ocena: 5/6

fot. Sznyt.pl

Tę bitwę na smaki wygrywa restauracja Le Cedre 84, ale bardzo niewielką różnicą w ocenach (jeden punkt!), bo po prostu w obu miejscach było pysznie. Jeśli Wy także chcielibyście zabawić się w krytyków kulinarnych to teraz pojawia się ku temu idealna okazja - w ramach Festiwalu Restaurant Week możecie zarezerwować popisowe menu w wybranej restauracji w niezmiennej, promocyjnej cenie 49 zł. Poza trzema daniami dostaniecie również festiwalowy koktajl, a także nowość – butelkę Coca-Cola w prezencie.

Rezerwacje: www.RestaurantWeek.pl.

W Festiwalu weźmie udział ponad 300 najlepszych restauracji: Białystok, Kraków, Łódź, Lubelskie, Podhale, Poznań, Rzeszów, Silesia, Szczecin, Toruń, Trójmiasto, Warmia i Mazury, Warszawa, Wrocław.

Wśród nich m.in. znane festiwalowym gościom warszawskie Chianti, WuWu, Pańska 85, Komu Komu, czy Meltemi, a także debiutanci jak: Przyjemność Warszawska, Syreni Śpiew, Koneser czy Zielnik. Wśród festiwalowych restauracji znalazły się także m.in. trójmiejskie Crudo, Punkt Gdynia i Szafarnia 10, katowickie ISTO, wrocławskie Alyki, poznańskie Na Mieście Restaurant by Body Chief, Obfitość Smaku i Wina, łódzkie Quale i Ristorante Mare e Monti, szczecińskie Va Banque i Niebo - Wine Bar Cafe, toruński Filmar, a także krakowskie Sticky Fingers czy Del Papa.

Więcej informacji na temat tegorocznego festiwalu dowiecie się z naszego poprzedniego wpisu: #WiwatGoście! Ruszyły rezerwacje na Restaurant Week i ze strony www.RestaurantWeek.pl.

tekst: A.R