Sztuka destrukcji, czyli jak artyści wykorzystują ruiny i złom

Sztuka destrukcji, czyli jak artyści wykorzystują ruiny i złom

Artyści od zawsze inspirowali się destrukcją, która dotyka różnych elementów naszej codzienności. Niszczeniu ulegają przedmioty, architektura, ale także… motoryzacja. Każdy z tych procesów może być na swój sposób piękny i warty pokazania w galerii.

Nie jest nowością to, że w muzeach i galeriach sztuki pojawią się spalone wraki pojazdów, brutalnie zgniecione przedmioty, a nawet całe pomieszczenia wystylizowane na ruiny. Nie tylko malarze, rzeźbiarze i twórcy instalacji artystycznych, ale także fotografowie inspirują się opuszczoną architekturą oraz rzeczami trawionymi przez czas. Co jest tak pociągającego w tym co stare, rdzewiejące i zdewastowane?

Początku w pokazywaniu w ogóle przedmiotów na wystawach należy doszukiwać się w ruchu ready-made, który zapoczątkował Marcel Duchamp. Warto wiedzieć, że przełomowa w interpretowaniu naszej codzienności jako sztuki nie była słynna "Fontanna", czyli podpisany przez Francuza pisuar, ale "Koło rowerowe" - odwrócone koło przytwierdzone do stołka, które Duchamp przedstawił całemu artystycznemu światu już w 1913 roku. Jak na początek XX wieku była to niezwykle wywrotowa praca, która podważała gest twórcy i jego udział w procesie tworzenia. Duchamp udowodnił, że wszystko czym się otaczamy (nawet odpadki oraz śmieci) może być uważane za dzieło sztuki - potrzebna jest tylko wola artysty.

fot. Alfred Steglitz/Wikipedia

W kategorii szokowania widza, poprzeczka została wysoko zawieszona przez Duchampa, ale nie na tyle, żeby jej nie podnieść - szczególnie, że fascynacja przedmiotami codziennego użytku w muzeum nie mogła trwać wiecznie. Artyści szybko zapragnęli pokazywania czegoś więcej, czegoś co wzbudzi jeszcze więcej emocji w odbiorcach, dlatego nie wystarczało już pokazywanie na wystawach zwykłych rzeczy - nawet w różnych konfiguracjach i wymyślnych zestawieniach. Wkrótce status dzieła sztuki zyskały nie tyle przedmioty "gotowe", ale także te, które zostały celowo zniszczone. Sam akt destrukcji nadawał zupełnie nowe znaczenie i pole do interpretacji.

O wyjątkowej sile emocji, jakie do dzisiaj wywołują prace opierające się na geście zniszczenia, mogliśmy przekonać się kilka miesięcy temu na przykładzie najgłośniejszej dotąd pracy Banksy'ego. Wytykający hipokryzję świata sztuki artysta postanowił kolejny raz zadrwić z wartości pokutujących w dzisiejszych czasach. Jeden z jego obrazów wylicytowano w domu aukcyjnym  Sotheby's za rekordową w przypadku tego artysty sumę - 1,4 miliona dolarów. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że chwilę po ostatnim uderzeniu młotka rozległ się alarm, a złota rama obrazu odkryła swoje prawdziwe przeznaczenie. Zszokowani uczestnicy aukcji zobaczyli jak ukryta w jej wnętrzu niszczarka tnie czarno-białą grafikę na cienkie paski. Okazało się, że celowym zabiegiem Banksy'ego było pocięcie pracy na kawałki, a sam etap niszczenia był nieodłącznym elementem tego nietypowego dzieła.

Instalacja - Ron Arad

Oczywiście to nie jedyny przykład dzieła w historii sztuki prac, którego sens tkwi właśnie w destrukcji. Z pewnością jednym z bardziej znanych twórców działających w tym nurcie jest Ron Arad - izraelski projektant i artysta, który tworzy instalacje ze zmiażdżonych samochodów. Do tworzenia swoich prac Arad wykorzystuje najczęściej legendarne Fiaty 500, które w odpowiedni sposób prasuje. W ten sposób otrzymuje wyjątkowe, metalowe "obrazy".

źródło: contemporaryartdaily.com
źródlo: contemporaryartdaily.com

Pozostając w temacie samochodów warto poznać także twórczość niemieckiego artysty Dirka Skrebera, który swoje dzieła tworzy z powypadkowych aut, które oplata wokół słupów (m.in. z Mitsubishi Eclipse i Hyundai Coupe).

W tym wypadku artysta sam nie niszczy swoich obiektów, a jedynie je wynajduje i adaptuje do przestrzeni galeryjnej. To znacznie bardziej zbliża go do ruchu ready-made, ale z drugiej strony jego cel jest zgoła inny - Skreberowi zależy na symbolicznym pokazaniu wypadku drogowego, a nie przedmiotu samego w sobie.

Marjan Teeuwen, Destroyed House Krasnoyarsk, 2010 / Bruce Silverstein Gallery, New York / źródło: artsy.com
Marjan Teeuwen, Destroyed House Krasnoyarsk, 2010 / Bruce Silverstein Gallery, New York / źródło: artsy.com

Jednak dewastacja to nie tylko efektownie rozbite auta - równie atrakcyjnie może prezentować się zrujnowana architektura, którą da się zamienić w fascynujące instalacje. Przykładem jest twórczość holenderskiej artystki Marjan Teeuwen, która zamienia zdewastowane budynki w efemeryczne dzieła sztuki za pomocą umieszczania w ich przestrzeniach tynkowych kompozycji. Twórczyni pozyskuje materiał z demontażu zastanego materiału, a następnie sama buduje z niego fascynujące instalacje.


Jej prace można było zobaczyć w jednym z opuszczonych domów w Gazie, gdzie powstała niezwykła mozaika ze złożonych ze sobą betonowych bloków, a także w sklepie erotycznym w Leiden w Holandii, który miał zostać wkrótce zburzony. Można powiedzieć, że artystka na chwilę daje niemal umarłym miejscom zupełnie nowe życie, zanim zostaną na zawsze zapomniane.

źródło: The Architect's Newspaper
źródło: The Architect's Newspaper

Podobną pracę kilka lat temu stworzyła Lisa Waund, która pracowała jako kwiaciarka i na co dzień realizowała najczęściej zlecenia ślubne. Podjęła się jednak stworzenia wyjątkowego projektu, który przez chwilę zmienił obliczę Detorit - amerykańskiego miasta, które w 2013 roku ogłosiło bankructwo. Przez brak miejsc pracy wielu jego mieszkańców było zmuszonych do opuszczenia swoich domów - wtedy Waund postanowiła wypełnić te wyludnione posesje kwiatami i tchnąć w ten sposób nowe życie w zdewastowaną architekturę. Zderzenie kolorowych płatków kwiatów i intensywnej zieleni z obdrapanymi ścianami i pustymi wnętrzami dało niesamowity efekt, o którym rozpisywały się media i który przyciągał tłumy zwiedzających.

tekst: A.R